Pamiętam jak dzisiaj swoja pierwszą wizytę w sądzie. Nie powiem, zaczęłam z wysokiego C, ponieważ byłam świadkiem w sprawie o gwałt zbiorowy na nieletniej. Takiego czegoś nikomu nie życzę, ale chciałam zrobić wszystko aby pomóc pokrzywdzonej, więc oczywiście zeznawałam.

Nie powiem, byłam zestresowana, ponieważ nie dość, że musiałam jechać do sądu na drugi koniec Polski, to jeszcze na dodatek nigdy wcześniej w ogóle nie byłam w sądzie, a co dopiero w roli świadka. Ale naoglądałam się seriali o tematyce prawniczej i mniej więcej wiedziałam czego się spodziewać. Przed wejściem na salę podszedł do mnie jeszcze adwokat oskarżonej, ustalił kolejność zadawania pytań, po czym zostałam wezwana na salę.

Jak opanować stres na sali sądowej?

wizyta w sądzieNie powiem, byłam przerażona. Zwłaszcza po tym, jak sędzia uprzedził mnie o konsekwencjach składania fałszywych zeznań. Nie żebym miała taki plan, ale poprzednie zeznania składałam prosto po zdarzeniu kilka miesięcy temu, więc istniała opcja, że nie będę powtarzała słowo w słowo tego samego. Jednak zaczęłam. W chwilach kiedy się zacinałam sędzia doczytywał mi moje zeznania i jakoś to poszło.

Oczywiście, dobrze przypuszczałam – parę kwestii pominęłam, jednak na pytanie dlaczego po prostu przyznałam że upłynęło dużo czasu i już tak dokładnie wszystkiego nie pamiętam. Potem w obroty wziął mnie obrońca oskarżonego. Ten nie był zbyt sympatyczny, próbował udowodnić, że cała sprawa zaszłą z winy ofiary, próbował też mnie zdyskredytować jako świadka – na szczęście nie dałam się, a w końcu aż sędzia go upomniał, żeby przestał mnie męczyć. Jeszcze tylko seria pytań od adwokata pokrzywdzonej i byłam wolna. Po wszystkim okazało się, że sędzia skazał oskarżonego.